Co by było gdyby…

Cezary Pazura jako Cezary Cezary w serialu “13 posterunek”. /Majewski /AKPA
pozyskane z swiatseriali.interia.pl

Naszło mnie ostatniego wieczoru (kiedy to piszę jest nieco po pierwszej w nocy) na pewne przemyślenia. Pomyślmy, co by było gdyby w Polsce instytucja tzw. Inspektora ds. ochrony zwierząt stała się czymś więcej aniżeli pustym tytułem samozwańczo nadawanym przez organizacje pro-zwierzęce. Co by było gdyby aby zostać tzw. Inspektorem, potrzeba by czegoś więcej niż zarejestrowania organizacji w KRSie i wpisania w statut tych magicznych słów “ochrona zwierząt”.

Co by było gdyby tytuł inspektora ds. ochrony zwierząt, czy jakkolwiek inaczej by się to nazywało, znalazłby umocowanie prawne i w jakiś sposób zostałby usankcjonowany przez Państwo. Na ten moment, jedyna wzmianka o tzw. Inspektorze ds. ochrony zwierząt, znajduje się w art. 33 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt, który o ironio mówi o konieczności bezzwłocznego uśmiercenia zwierzęcia.

Inspektor – człowiek bez weryfikowalnego przeszkolenia, wedle obecnego prawa otrzymuje bardzo szerokie uprawnienia. Ma on decydować o tym, czy zachodzą przesłanki do bezzwłocznego uśmiercenia zwierzęcia, lub czy zachodzą okoliczności zagrażające jego życiu lub zdrowiu przy utrzymaniu zwierzęcia u obecnego właściciela, de facto baraszkując przy prawie własności. 

Absolutnie nie twierdzę, że uprawnienia organizacji społecznych należy ukrócić, wręcz przeciwnie, uważam że w niektórych przypadkach powinny być one poszerzone, ALE…

Wyobraźmy sobie sytuacje w której Ministrowie Środowiska, Rolnictwa oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji, w konsultacji z głównym lekarzem weterynarii, komendantem głównym policji i generalnym dyrektorem ochrony środowiska wydają rozporządzenie pomocnicze do ustawy o ochronie zwierząt. W rozporządzeniu tym zawierają szereg nowych regulacji jak na przykład: 

  • konstytuują instytucje “inspektora ds. ochrony zwierząt”, nakładają wymóg odbycia szkolenia oraz zdania egzaminu państwowego, który to egzamin obejmowałby szerokopojętą wiedzę o zwierzętach, ale przede wszystkim znajomość relewantnych do sytuacji przepisów prawa: Ustawy o ochronie zwierząt, Kodeksu postępowania administracyjnego, wybranych przepisów kodeksu karnego, kodeksu wykroczeń itd, ale również elementy wykładni tegoż prawa, aby być w stanie czytać je ze zrozumieniem i stosować prawidłowo.
  • Poza obowiązkiem odbycia kursu i zdania egzaminu taki kandydat powinien przejść badania psychologiczne oraz wykazać niekaralność. Tak aby utwierdzić jego transparentność.
  • zwiększają precyzje przesłanek pozwalających na odebranie zwierzęcia, co prawda pozostawiając je wciąż w katalogu otwartym, utrzymując generalny i abstrakcyjny charakter normy ujętej w przepisach. Zmniejszyło by to znacznie subiektywność i ocenność warunków stanowiących podstawy odebrania.
  • przyznają inspektorom prawo wejścia na teren prywatny w wypadkach w których zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa ujętego w przepisach karnych ustawy, bądź gdy życie lub zdrowie zwierzęcia jest zagrożone. 
  • wprowadzają procedury postępowania ze zwierzętami odebranymi interwencyjnie, zaostrzając kontrolę.
  • Konstytuują aspekt odpowiedzialności za naruszanie i wykorzystywanie nadanych uprawnień adekwatnie do art. 231 kk.  

Co by nam to dało…?

Na początek sankcjonowana instytucja inspektora, z licencją którą regularnie należy odnawiać i którą można stracić zapewnia, że każda osoba chcąca podejmować czynności na rzecz ochrony zwierząt posiada pewien poziom wiedzy pozwalający jej robić to w sposób zgodny z literą prawa. Odnawianie licencji zaś zapewni, że każdemu inspektorowi znany jest aktualny stan prawny.

Właściciele zwierząt i Minister Rolnictwa będą mogli spać spokojnie. Obecny art. 6 ust. 2 ustawy o ochronie zwierząt to wyszczególnione w katalogu otwartym, lakoniczne przypadki znęcania się nad zwierzętami stanowią one bowiem bazę do niezliczonych interpretacji. Uszczegółowienie sprawi, że właścicielom łatwiej będzie przestrzegać wymogów utrzymania swoich czworonogów, a osobom kontrolującym będzie łatwiej podejmować merytoryczne decyzję, które zawsze będą lege artis. Jasny i konkretny przepis to przepis łatwy do przestrzegania.

Nałożenie na Inspektorów ściślejszych restrykcji i kontroli wydaje się być zbyt późną reakcją na wychodzące w ostatnim czasie skandale z odebranymi zwierzętami, rzeźniami i utrzymaniem zwierząt w fatalnych warunkach. 

Nie od dzisiaj wiadomo że warunki utrzymania zwierząt gospodarskich nie są równie estetyczne jak te zwierząt domowych. Inspektor od piesków, kotków i kanarków wchodzący do obory często nie ma pojęcia jak wyglądać powinny prawidłowe warunki utrzymania, oraz które zaniedbania zagrażają życiu a które są kosmetyczne. Zdarzały się przypadki gdzie przedstawiciele  organizacji próbowali odebrać bydło holsztyno-fryzyjskie, które z natury często wyglądają jak „wieszaki”. Przykre zapachy z mieszkania pełnego psów to znak do niepokoju, przykre zapachy z obory to sprawa naturalna. Wyszkoleni Inspektorzy, być może nawet z rozdzieleniem uprawnień do kontroli i odbioru poszczególnych grup zwierząt, np. zgodnie z podziałem w uoz to kolejna gwarancja zaprzestania bezzasadnych odbiorów, których konsekwencje często są opłakane dla ludzi ale i zwierząt. 

Sytuacje niewiedzy zdarzają się również wśród funkcjonariuszy policji czy innych służb. Kiedyś otrzymaliśmy zgłoszenie do odbioru interwencyjnego przez wymienione właśnie formacje…. ślimaków. Wszystko fajnie… tylko ślimaki to bezkręgowce a Ustawa o ochronie zwierząt jasno określa w art 2 ustawy o ochronie zwierząt  zakres regulacji tylko i wyłącznie do zwierząt kręgowych. Przedstawiciel jednej z tych formacji właśnie te ślimaki odebrał na podstawie art 7 ust.3 uoz.

Instytucja Inspektora z pewnością odciążyłaby policje i straż gminną, dając im możliwość wysłużenia się takimże inspektorem, lub wezwać ich do pomocy, mając pewność co do jakości. Nie możemy oczekiwać od Policji aby znali się na wszystkim, a stworzenie formacji policyjnej ds. zwierząt raczej długo długo nie nastąpi.

Finalnie, aczkolwiek najistotniej, odebranie to olbrzymi stres dla czworonoga. Zapewniając wykwalifikowany personel niwelujemy bezzasadne odebrania do minimum, a na tym korzystają nasze czworonogi, a to chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi?. Uprzedzenia pewnych grup społecznych pozostaną, ale szczerze mówiąc ciężko się dziwić.

Co by było, gdybyśmy wszyscy doszli do kompromisów, i wspólnie walczyli z nadużyciami względem i na zwierzętach, zarówno ze strony właścicieli, jak i niektórych pseudo organizacji. 

Wspólnie możemy ograniczyć dziwne zrzeczenia gdzie zwierzęta następnie trafią do rzeźni a właściciel myśli że jak poprawi warunki to zwierzęta wrócą do niego. 

Wspólnie możemy doprowadzić do tego, że obecni inspektorzy w przyszłości będą znać podstawowe rasy bydła i to, że bydło holsztyno-fryzyjskie z natury wydaje się chude. 

Wspólnie możemy doprowadzić do tego, że z Inspekcją czy Policją można współpracować. Robię to na codzień i wszyscy żyjemy. 

W tym wszystkim zarówno Minister Ardanowski jak my wszyscy zapomnieliśmy jaki jest cel naszej działalności – ratowanie zwierząt i przyrody.

Ciąg dalszy nastąpi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.